Motorcyclist in Lofoten

Norwegia 2021 – Rozdział II

Jechaliśmy dalej kierując się w stronę miasta Horn, skąd dalej malowniczą drogą Fv17 mieliśmy dotrzeć do Bodø.

Zdecydowaną większość trasy staraliśmy się prowadzić tak, aby omijać miasta i przestrzenie oblegane przez turystów.
Z jednej strony mieliśmy dużo czasu na podróż, ale z drugiej wiedzieliśmy, że nie starczy nam go na wszystkie atrakcje jakie chcielibyśmy zobaczyć. Dlatego uznaliśmy, że nasz wyjazd będzie pewnego rodzaju rekonesansem. Mijaliśmy wiele wspaniałych parków narodowych, które na pewno w przyszłości chcielibyśmy zwiedzić mając trochę więcej czasu.

Fv17 – trasa wielu promów

Ta ponad sześciuset kilometrowa, malownicza i nie tak popularna jak E6 prowadząca przez głąb Norwegii droga, wiedzie przez 28 gmin. Sześć przepraw promowych zdecydowanie wydłuża czas podróży w porównaniu do równoległej E6, natomiast jest dużo bardziej widokowa i prowadzi wzdłuż wybrzeża.

Restauracja na dwóch kołach

Norwegia jest dosyć drogim europejskim krajem jeśli chodzi o życie codzienne. Wizyty w jadłodajniach ograniczyiśmy więc do jednej w tygodniu. Jako wielcy fani ryżu i makaronu wiedzieliśmy jak będzie wyglądała nasza codzienna dieta. Do marakonów mielismy zapas różnych past i sosów, które przywieźliśmy ze sobą.

Przez pierwsze dni głównym daniem było liofilizowane jedzenie. Dwie paczki zostawiliśmy na czarną godzinę.

Mieliśmy ze sobą też trochę makaronu, batonów i gorących kubków, które sukcesywnie znikały z naszego bagażu.

Jedzenie kupowaliśmy na co dzień w Rema1000 i Kiwi. Są to dwie najbardziej popularne sieci i ceny w nich są najniższe w porównaniu do innych sklepów. Nasza codzienna dieta sprowadzała się do makaronów z pastą i kurczaka, ryb lub krewetek.

Do naszego Jetboila dokupiliśmy podstawkę oraz patelnię i składany garnek od GSI Outdoors. Razem ze składanymi silikonowymi miseczkami, cały nasz zestaw kuchenny zajmował naprawdę mało miejsca, a wystarczył w zupełności, aby szybko i sprawnie przygotować najprostsze dania.

Naszą recenzję Jetboila możecie przeczytać tutaj – Kuchenka Jetboil Zip. Sposród wszystkich dostępnych palników ten, naszym zdaniem, jest zdecydowanie najlepszy i daje najwięcej możliwości.

Obiady najlepiej smakują przygotowane samemu i na otwartej przestrzeni

Dogoniliśmy krąg polarny 66°33’39″N

Koło podbiegunowe często kojarzy się nam z linią na mapie o wysokości 66°33’39″N lub 66°33’39″S w zależności od półkuli.

Krąg polarny (koło podbiegunowe północne) niemal dokładnie wyznacza granicę występowania dnia polarnego i nocy polarnej, podczas których Słońce nie zachodzi lub nie wschodzi przez co najmniej 24 godziny.

Jednak w rzeczywistości jego dokładna lokalizacja zmienia się cały czas. Aktualnie (od 2015r) oddala się o 15m rocznie w kierunku północnym! Dzieje się tak ponieważ jego szerokość geograficzna zależy od osiowego przechyłu Ziemi, a ten oscyluje w granicach ponad 2 stopni w ciągu 41 000 lat.

Mimo, że koło podbiegunowe przed nami uciekało przez cały czas, udało się nam je dogonić a nawet prześcignąć, wkraczając na obszar Arktyki.

W końcu Lofoty

Z Bodø promem dopłynęliśmy do Lofotów ostatnim promem. Było już późno, ciemno i bardzo deszczowo, a my nie mogliśmy znaleźć miejsca na nocleg. Dopiero po 2:30 dotarliśmy na pole kempingowe gdzie w deszczu rozłożyliśmy namiot i udaliśmy się na spoczynek. Na szczęście rano powitało nas słońce, szybko wysuszyliśmy wszystkie rzeczy i ruszyliśmy zwiedzać wymarzony archipelag na Morzu Norweskim.

Zaczęliśmy oczywiście od miejscowości w gminie Moskenes o najkrótszej nazwie na świecie – Å. Tutaj też zaczyna się malownicza europejska trasa E10, którą udaliśmy się w kierunku plaży Rørvikstranda, a stamtąd do miasteczka Henningsvær.

Nasz cel spełniony. Kiedy popatrzyliśmy na mapę zdaliśmy sobie sprawę, że przejechaliśmy spory kawał drogi, a Nordkapp wydawał się być w zasiegu wzroku. Tak więc ustanowiliśmy nowy cel – Przylądek Północny.

Lofoty mogą nie wydawać się dużym powierzchniowo miejscem. Ten archipelag ciągnie się na długość 112 km, ale jest to skupisko tak wielu zapierających dech cudów natury, że warto wybrać się w ten rejon z dużym zapasem czasu. My powoli ruszaliśmy dalej, mając w głowie i pamięci miejsca, które kiedyś będziemy chcieli ponownie bez pośpiechu odwiedzić.

Na szerokości miasteczka Henningsvær, stalowa mgła owijała jakby selektywnie wybrane przez nią samą obszary. Płynność z jaką ujawniały i z powrotem zakrywały się widoczne przestrzenie, sprawiała wrażenie odrealnienia, snu. Na pewno temu magicznemu poczuciu towarzyszyła też normalna, ludzka senność. Namiot rozbiliśmy na półce skalnej, skąd mieliśmy przepiękny widok na morze i co chwilę wyłaniajace się światła miasteczka rybackiego.

Chwila wspinaczki samemu i dwie chwile wspinaczki z bagażem są zdecydowanie warte całej nocy pięknych widoków

Na Lofotach jakby nieziemska siła zbliża do siebie wodę, góry i niebo. Wszsytko wydaje się być bliżej siebie niż gdziekolwiek indziej. Obłoki nachodzą na skalne ściany i topią się razem z nimi w tafli płynnego lustra w kolorze sklepienia. Wszystko spokojnie wiruje i morfuje. Wspaniale jest być w środku tego wiru i doświadczać piękna natury na własnej skórze.

Czas na Lofotach minął tak szybko, że ani się obejrzeliśmy i już wylądowaliśmy w Andenes, gdzie odwiedziliśmy centrum kosmiczne – Spaceship Aurora, w którym mogliśmy wcielić się w prawdziwych astronautów. Dalej promem udaliśmy się na Wyspę Senja, która bardzo pozytywnie nas zaskoczyła, i od której zaczniemy kolejną część relacji – Norwegia 2021 – Rozdział III

Na koniec tego rozdziału zapraszamy do obejrzenia krótkiej kompilacji wideo z podróży.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.