Przez Transfogaraskę nad Morze Czarne

Kilka przejażdżek ciężkim enduro wokół komina i stwierdziłem, że to jest to – teraz długodystansowa podróż może być wygodna. Nie to co w przypadku sportowej R6-ki. Błoto, kamienie, dziury – nic mnie już nie powstrzyma! Więc ruszamy nad Morze Czarne.

Trasa

Po drodze mamy do zaliczenia dwie słynne górskie drogi: Transfogaraskę i Transalpinę.

Ta pierwsza zrobiła na mnie niesamowite wrażenie jeśli chodzi o widoki i przestrzeń. 151 km zakrętów i górskich serpentyn. W najwyższym punkcie trasy (2042 m n. p. m.) znajduje się najdłuższy rumuński tunel Căpăţâneni. Północna część wydaje się być najbardziej spektakularna, Można się zatrzymać w wielu miejscach i podziwiać asfaltowego węża pełznącego przez polodowcową dolinę. Do tego na całej trasie znajduje się aż 830 mostów.

Rumunia droga Transfogaraska
Transfogaraska

Patrząc na otaczające równiny można by pomyśleć, że jest to najwyżej położona trasa w Rumunii, jednak ten tytuł należy do Transalpiny. Przechodzi ona przez przełęcz Urdele na wysokości 2145 m n.p.m. Niestety mieliśmy okazję przejechać jedynie przez jej część, ale wrażenie zostawiła równie wielkie.

Rumunia droga Transalpina
Transalpina

Liczne zakręty i dobra widoczność w większości miejsc pozwoliły na chwile szaleństwa. Nic dziwnego, że zjeżdżają się tam motocykliści z całej Europy, a nawet świata. Asfaltowo-motocyklowy raj.

Yamaha Tenere XT660Z

Morze Czarne

Po setkach kilometrów i tysiącach zakrętów dotarliśmy nad Morze Czarne, a dokładnie do największego nadmorskiego miasta w Rumunii, czyli Konstancy.

Na plażach pustki, wszystko dopiero zaczyna być budowane. Cisza i brak tłoku idealnie wpłynęły na nasz dwudniowy odpoczynek. Nocna kąpiel w Morzu Czarnym zaliczona.

Rumunia plaża Morze Czarne

Noclegi i odpoczynek

Nigdy nie planowaliśmy i raczej nigdy nie będziemy planować noclegów wcześniej niż na ostatni moment.

Na motocyklach podróż potrafi być bardzo spontaniczna i trasa może się często zmieniać. Co prawda nie mieliśmy ze sobą żadnych awaryjnych namiotów, ale nie było też żadnych problemów ze znalezieniem noclegu na Bookingu na ostatni moment.

No, prawie… Pierwszego dnia po przyjeździe do zarezerwowanego hotelu okazało się, że jednak nie ma dla nas miejsc i musieliśmy jechać do innego miejsca, oddalonego o 100 km. Na szczęście, kiedy podróżuje się motocyklem, nie jest to żadne wyzwanie. I tak zdążyliśmy zajść na stację po węgierski alkohol na zakończenie dnia.

Tenerka to jest to! Ale…

Po 2000 km jazdy nasze umiejętności panowania nad motocyklem zwiększyły się drastycznie. Niestety dotyczyło to tylko asfaltu. Na pewnym odcinku uznałem, że zjadę z „czarnego” i pojadę równoległą drogą. Gleba w kałuży sprawiła, że zacząłem się zastanawiać nad zmianą opon i wykupieniu szkolenia enduro. Obyło się bez większych szkód. Urwała się jedynie sprężyna ze stopki, ale szanowny pan Kierownik zmiany szybko zaproponował, żeby zastąpić sprężynę jedną z gum z hakiem, które zabezpieczały bagaż. Ja prowizorycznie naprawiłem usterkę, a Paweł dostał nową ksywkę.

Yamaha Tenere Rumunia
Yamaha Tenere trawa

Fotografia

Mimo że miałem ze sobą aparat, nie używałem go tak często jak bym chciał. Wynikało to głównie z typu bagażu. Wyjmowanie sprzętu i pakowanie go zajmowało za dużo czasu. To kolejna rzecz do zoptymalizowania przy kolejnych podróżach.

Podróż motocyklowa na Rumunię
Krajobraz Rumunii
Rumunia widoki
Motocyklista
Przerwa w podróży

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.